Ż. #4 - Zegar

in #polish6 months ago (edited)

1000006480.jpg

Drogi MP,

Mamy w Ż. zegar. Nic specjalnego. Jakiś Metron z sześćdziesiątych, może pięćdziesiątych lat. Prosta drewniana skrzynka, jakieś wahadło. Kupiony razem z domem. Wisiał w kuchni. Wisi w kuchni. Pewnie będzie tam wisieć jeszcze długo.

Trochę z nim sprawa wstydliwa. Przez ponad pięć lat - czyli od zakupu - byliśmy przekonani, że nie działa. Otworzyłem go kiedyś, próbowałem nakręcić. Klucz ani drgnie. Zegar nie tyka. Widać zepsuty. Z biegiem czasu przeszedł nawet do kanonu, kiepskich rodzinnych żartów - “Zrobię to za pięć minut… Sama widzisz, jeszcze nie minęły”.

Tak też mniej więcej zbierałem się ostatnio do napisania tego listu. Niby słowo się rzekło, a ciągle coś, ciągle nie dzisiaj.

Na Boże Ciało i weekend po nim, pojechaliśmy do Ż. Leniwe śniadanie. Bzy za oknem jak ściana zielona. Cisza. Sytość. Rzadkie chwile nim się dzieciaki w pełni rozbudzą.

A która jest godzina? - M. nie zna jeszcze się na zegarku, a upływ czasu postrzega raczej specyficznie, ale cóż jej szkodzi pytać. Jeszcze nie zetknęła się z koncepcją “głupiego pytania”, więc uparcie stawia znaki zapytania nad wszystkim, co ją otacza.

Ósma. Zawsze ósma. Ten zegar nie działa.

Tu dłuższy moment tłumaczę jej czym w ogóle jest zepsuty zegar. Dorzucam - jak dotąd myślałem - trafne zdanie, że i taki dwa razy na dobę pokaże dobrą godzinę. Znów cisza.

Tato, Ty to zupełnie źle rozumiesz… - odzywa się po chwili namysłu - … po prostu wszystkie zegary gonią, próbują złapać czas, a on spokojnie sobie czeka na swoją godzinę.

Może nic, ale jakoś urzekło mnie to zdanie. Szczególnie w kontekście M. Nie pierwsze to takie stwierdzenie z jej ust. Co jakiś czas z G. patrzymy po sobie osłupiali gdy jedno drugiemu opowiada, co też dzisiaj nasza panna filozof stwierdziła.

Trudno mi teraz coś więcej przytoczyć, bośmy nigdy jakoś nie poświęcili chwili, żeby takie zdanie zapisać, utrwalić. I chyba czas to zmienić. Skoro już biorę to pióro do ręki, to i przyszedł czas wobec Ciebie się wywiązać.

Wrócę jednak jeszcze na moment do zegara. Nie chciał mi dać w ten weekend spokoju. Nakręcić się nie da. Kluczyk ani drgnie. Tykać nie tyka. Machnąłem wahadłem od niechcenia.

Prawo, lewo. Prawo, lewo. Godzina minęła. Prawo, lewo, prawo, lewo.

Działa! Taki ze mnie inżynier, powinienem dyplom odesłać, głowę posypać popiołem. Stał. Czekał. Nakręcony był. Tylko w ruch wprawić.

Przyszła i jego godzina.

Cały nasz pobyt trzymał czas, co do minuty. Tik, tak, tik. Nakręciłem go jeszcze tuż przed wyjściem, ciekawe czy do następnego przyjazdu wytrzyma.

Sam pobyt - jak to zwykle - udany. Tyle już razy tego doświadczyłem i wciąż jestem nieodmiennie zaskoczony, jak wyrwanie się domu - choćby na dwa dni - zmienia perspektywę. Czyści głowę. Daje odpoczynek.

Spiekota była potworna, a naszej chałupie 18 stopni. Siedzisz sobie, popijasz lemoniadę z czarnego bzu (w tym nie zdążyliśmy własnej zrobić, ale nas kilkoma buteleczkami szczęśliwie obdarowano) -, dzieciaki w ogrodzie wdrapują się na czereśnie, wiadra napełniają. Czasem i koszyk poziomek przyniosą. Jest idealnie.

Jedyny “problem” tak się dosyć nie zmęczą. Wieczorem będzie ciężko. Trzeba ich przegonić.

Zamknęli nam w tym roku ostatni sklep we wsi. Jeszcze w 23-cim były dwa. Dzisiaj nie ma żadnego. Nie opłaca się. Najbliższy teraz w KŻ - niby po sąsiedzku, ale trzy kilometry trzeba przez pola i las drałować. A jak nie trafisz w godziny, to dopiero w gminie - trzynaście kilometrów w jedną stronę.

Kto idzie na lody? -drę się z kanapy i w kilka minut mam drużynę gotową do drogi.

Przegonię ich kawałek po skwarze. Ze sklepu skoczymy jeszcze nad wodę. Poskaczą z pomostu, wyłowią parę kamieni, marsz powrotny - i obiad (a bardziej obiadokolacja) lepiej wejdzie. Szybciej mi zasną. Ruszamy.

Jeszcze pod chałupą u J. zabierzemy T. ze sobą. Przyjechała jedynaczka do babci. Z nudów ziewa. A mi jedno więcej nie robi, taki ze mnie dyrektor wycieczki szkolno-przedszkolno-żłobkowej.

  • A kawaler też do KŻ idzie? Taki mały radę da? - J. wskazuje na O.
  • Nie ma wyjścia. Chce lody, musi iść. Chce się kąpać musi nieść ręcznik, bidon, plecak.

Nie po to mam syna, żeby miał lżej od córek. Nawet jak najmłodszy. Całą drogą tam i z powrotem (prawie dziewięć kilometrów nam wyjdzie) będzie mnie trzymać za rękę. Ale przejdzie.

Dwa razy ponarzeka, że daleko, że nogi go bolą, że spać mu się chce. Ale przejdzie.

Plaża w KŻ okropnie (naprawdę okropnie) popularna się ostatnio zrobiła. Kiedyś mogliśmy tu siedzieć calutki dzień - od ósmej rano do zmroku - i nie było nikogo. Ot w niedzielę, czasem, po kościele, przyjechał jakiś chłop na rowerze. Rozebrał się do gaci, wszedł do wody poparskał, rękoma pomachał. Wyszedł otarł się koszulą, ubranie zarzucił i pojechał. My, woda, cisza, las.

Teraz nie ma pory, żeby ze dwadzieścia osób tu nie siedziało. Kto z nami przyjedzie dalej się zachwyca, jak tu pusto, kameralnie. Wspaniale.

A my z G. swoje wiemy - to już nie to samo.

Trzeba ciągle patrzeć, które głowy nad powierzchnią to naszych i czy liczba się zgadza. Czy jakiś dziki dzieciak nie skoczy nagle na nasze z pomostu. Było lepiej. Teraz przez wieś idziesz i na polach, co roku nowe domki wyrastają. Popularność. Hałas. Śmieci, nawet szkło na plaży znajdziesz.

Wiem, marudzę. Lubię to.

Będzie krótki list, dobry na taką chwilę. Jeszcze w ostatnich słowach uprzedzę Ciebie, że w krótszej formie - ciut go upublicznię.
Hallmanna pamiętasz. Byłem u niego - kilka lat już będzie - przelotem w Krakowie. Jakoś tak wyszło, że mnie znowu wciągnął w sieciowe pisanie. I jak taki drugi wyrzut mi nad głową wisi. Dawno nic tam nie napisałem. Takie to tam pisanie, bez atramentu, kartki i przeciągania liter po papierze. Myślę sobie, że jakby ten list nieco pociąć, to będzie jak znalazł krótki wpis o Ż.

Prześlę Tobie link. Będziesz mieć drugą wersję ze zdjęciem. Wierzę, że nie miałbyś nic przeciw.

Odpowiedzi czekam.

P.

Sort:  

Bardzo lubię czytać co piszesz i równie bardzo mi miło widzieć, że wracasz, a przynajmniej taką mam nadzieję :)

MP? Ten MP? Masz z nim kontakt czy tylko listy piszesz na Berdyczów?

A nie uwierzysz - mam.

Pozdrów go, proszę :) Niech wpadnie do KBK jak będzie w Krakowie!

PS. Ty też ;)

Sam przeczyta - chyba - jak byk stoi, że mu link tu też załączam :)

A co do KRK to, zmieniłem pracę i raczej nie bywam. Jak będę to na pewno mnie do Ciebie zaniesie.

Congratulations @staryeudoksji! You have completed the following achievement on the Hive blockchain And have been rewarded with New badge(s)

You received more than 900 upvotes.
Your next target is to reach 1000 upvotes.

You can view your badges on your board and compare yourself to others in the Ranking
If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP