Moja mama by się chyba zlała ze śmiechu, gdyby żyła (jako młodzik byłem mega antyklerykalny, bo mnie baby zmuszały do kościoła), ale prawdą jest to, że w każdym człowieku coś nam się nie spodoba. Prędzej czy później, ale zawsze. Każdy musi to na swój sposób przełamać i pogodzić się z częścią straty siebie na rzecz zwiążku. Ale nie narzekam, to najlepsze 5 lat mojego życia.
To świetnie, że zaliczyłaś taki dobry początek! :)