Katarzyna Derkacz-Gajewska, Mariusz Gajewski “Diada”, Ferment, 8.03.2025

in #polish25 days ago (edited)

Ta wystawa mocno utkwiła mi w pamięci, pewnie z wielu różnych powodów. “Diada” oznacza po prostu parę dwóch elementów. W tym przypadku dwoje artystów, tworzących całkiem odmienne dzieła, które jednak, pokazane razem, prowokowały do szukania wspólnego pola. A jednocześnie tytuł może odnosić się do prac Katarzyny Derkacz-Gajewskiej, które składały się z dwóch elementów: płaskiego i przestrzennego.

Mariusz Gajewski jest fotografikiem, który stworzył od podstaw własną technikę fotograficzną, wracając źródeł fotografii i czasów pierwszych dagerotypów. Katarzyna Derkacz-Gajewska również z samego procesu twórczego uczyniła istotny składnik dzieła. W swoich pracach wykorzystała rdzę, istotną częścią procesu tworzenia stał się proces rdzewienia, czyli oksydacja.

Wystawa odbyła się na Sadybie, w domu położonym niedaleko ulicy Sobieskiego, za którą rozpościera się teren jednego z największych warszawskich blokowisk, Stegien. Pamiętam dobrze czasy kiedy Stegny były jednym wielki placem budowy, na którym można było znaleźć mnóstwo rdzewiejącego żelastwa, prętów, belek, drutów. Kiedy oglądałem rzeźby stworzone ze znalezionych metalowych fragmentów, od razu wróciły tamte wspominienia. W takich miejscach uwielbiają bawić się dzieci, im niebezpieczniejsze tym lepiej. Wtedy także sterty na których leżały betonowe płyty z wystającymi prętami były doskonałymi placami zabaw. A drugie wspomnienie, które powróciło to niezapomniany film Tadeusza Chmielewskiego „Nie lubię poniedziałków”, w którym na wystawie w Zachęcie pojawiła się rzeźba abstrakcyjna z części maszyn rolniczych.

Jest w tych pracach usiłowanie stworzenia estetycznej formy z materiału z definicji skazanego na śmietnik, czy raczej złomowisko, ale jest w nich też dużo poczucia humoru, bez którego pewnie nigdy by nie powstały.