Czy biblioteka może być dla kogoś trzecim miejscem? Tak.
Nie przeczę, że może. Problem w tym, że nie staje się nim na podstawie deklaracji dyrekcji biblioteki. To czy taka czy inna placówka stanie się miejscem trzecim wynikać będzie z praktyki. Trudno jednak tego oczekiwać jeśli organizatorzy sami nie rozumieją czym są takie miejsca. A często definiują je jako "miejsca spędzania wolnego czasu". We wspomnianym przeze mnie panelu dyrektorka Biblioteki Kraków powiedziała coś takiego: przyjdzie młody człowiek, wyciągnie smartfona, ale oswoi się z widokiem czytających ludzi. No spoko, ale "spędzenie wolnego czasu" nie jest esencją miejsca trzeciego, a niestety tak to jest często przedstawiane.
Jeśli chodzi o świat wirtualny, to pandemia pokazała, że miejsc trzecich nie da się zastąpić. Wirtualna proteza to nie to samo. Do tego dość krucha. Wystarczy porównać #polish z 2018 roku i to obecne ;)
Tak. Tak właśnie wygląda nasze lokalne wypaczenie koncepcji trzeciego miejsca - po prostu do "bywania w nim". Wybrane elementy koncepcji Oldenburga (przede wszystkim 1. i 5. - są godziny otwarcia i etatowy gospodarz-bibliotekarz) no i przede wszystkim nazwa zostały grubymi nićmi doszyte do podstawowych zadań biblioteki, co miało stworzyć ten efekt nowoczesności i pokazać bibliotekę jako miejsce, które odwiedza nie faktyczne 5% (lub mniej) mieszkańców gminy, ale potencjalnie może nawet 100%.