You are viewing a single comment's thread from:

RE: Miejsca trzecie, czyli jak Polacy wypaczyli teorię Oldenburga

in #polish18 days ago

Polskie biblioteki publiczne chwyciły się koncepcji Oldenburga jak tonący brzytwy. Dla dyrektorów (lub kandydatów na dyrektorów) to była często baza tworzenia wizji, koncepcji czy planu pracy na kolejne lata. Na posiedzeniu rady czy komisji (miejskiej, gminnej), w której żaden radny nie korzysta, nie jest czytelnikiem, nie bywa na organizowanych wydarzeniach można było roztaczać taką właśnie wizję, uzasadniając potrzebę utrzymania dotychczasowej liczby etatów dla często wieloletnich pracowników, podczas gdy słupki obrazujące aktywnych czytelników i wypożyczenia są coraz niższe. A tego organ nie lubi - słupki powinny rosnąć. Zatem w zamian prezentowano pomysł "nowoczesnej biblioteki - trzeciego miejsca".

Czy biblioteka może być dla kogoś trzecim miejscem? Tak. Na podobnej zasadzie jak siłownia (również niewymieniona w The Great Good Place), bo z założenia nie rozmowa w obu przybytkach jest główną aktywnością, a jednak często użytkownicy (w pierwszym przypadku czytelnicy, w drugim ćwiczący) ją nawiązują.
Czy ktoś, kto wcale nie czyta książek pójdzie do biblioteki skorzystać z "trzeciomiejscowej" oferty? Z praktyki wiem, że raczej rzadko - musi to być jakieś niestandardowe (a nawet kontrowersyjne) wydarzenie lub spotkanie ściśle trafiające w gust takiej osoby.

No i obecnie trzecie miejsca w realu mają potężną konkurencję w świecie wirtualnym - to na Disordzie, grupkach FG, pozostałych przy życiu forach, streamach ludzie czują się komfortowo, dyskutują, spędzają wesoło czas i to te przestrzenie uznają za "swoje".

Sort:  

Czy biblioteka może być dla kogoś trzecim miejscem? Tak.

Nie przeczę, że może. Problem w tym, że nie staje się nim na podstawie deklaracji dyrekcji biblioteki. To czy taka czy inna placówka stanie się miejscem trzecim wynikać będzie z praktyki. Trudno jednak tego oczekiwać jeśli organizatorzy sami nie rozumieją czym są takie miejsca. A często definiują je jako "miejsca spędzania wolnego czasu". We wspomnianym przeze mnie panelu dyrektorka Biblioteki Kraków powiedziała coś takiego: przyjdzie młody człowiek, wyciągnie smartfona, ale oswoi się z widokiem czytających ludzi. No spoko, ale "spędzenie wolnego czasu" nie jest esencją miejsca trzeciego, a niestety tak to jest często przedstawiane.

Jeśli chodzi o świat wirtualny, to pandemia pokazała, że miejsc trzecich nie da się zastąpić. Wirtualna proteza to nie to samo. Do tego dość krucha. Wystarczy porównać #polish z 2018 roku i to obecne ;)

Tak. Tak właśnie wygląda nasze lokalne wypaczenie koncepcji trzeciego miejsca - po prostu do "bywania w nim". Wybrane elementy koncepcji Oldenburga (przede wszystkim 1. i 5. - są godziny otwarcia i etatowy gospodarz-bibliotekarz) no i przede wszystkim nazwa zostały grubymi nićmi doszyte do podstawowych zadań biblioteki, co miało stworzyć ten efekt nowoczesności i pokazać bibliotekę jako miejsce, które odwiedza nie faktyczne 5% (lub mniej) mieszkańców gminy, ale potencjalnie może nawet 100%.