Dziennik #330/2025 - brak słów

in #polishlast month


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Nie spałam prawie w nocy. Może z godzinę udało mi się zdrzemnąć, ale to zdecydowanie za mało, żeby poczuć się wypoczętą. Nie spałam, bo się martwię o tego idiotę, który postanowił wyłączyć telefon i nie wiem czy pije czy znowu coś odjebał typu pobicie policjanta i siedzi czy w ogóle już nie żyje i odchodzę od zmysłów. Cała ta sytuacja bardzo źle na mnie wpływa, bo czuję się wręcz tragicznie. Nie mogę spać, nie mogę jeść, bo znowu wróciły mdłości i wymioty i tak po prostu zaczynam się znowu rozsypywać przed czym bronię się rękami i nogami, ale gówno z tego wychodzi szczerze mówiąc. Rano poleciała mi krew z nosa także jest naprawdę w porządku.

Pojechałam do pracy wcześniej niż zwykle, bo nadgodziny. Dzisiaj akurat wywołane tym, że musiałam sprowadzić do parteru jedną panią, a chciałam też, aby uczestniczyła w tym procederze królowa HR, żeby potem znowu nie było jakiegoś dziamgania, że byłam dla kogoś zbyt surowa. W skrócie baba jest totalną zadymiarą i nikt nie miał pomysłu jak ją spacyfikować, więc wkroczyłam ja, cała na biało i moje decyzje personalne plus monolog, który wygłosiłam były na tyle skuteczne, że zadymiara się rozkleiła, rozpłakała i cała jej pewność siebie i roszczeniowość wyparowały. I bardzo dobrze. Dostałam zadanie, żeby zrobić porządek i wprowadzić dyscyplinę i od piątku konsekwentnie działam. Od poniedziałku przejmuję dział, w którym dyscypliny nie ma w ogóle, więc będzie to wyzwanie pewnego rodzaju, ale spoko, podołam. Narobiłam się w pracy dzisiaj mega. Dużo rozmów, dużo biurokracji, dużo gonienia wyniku. Taki sobie zawód wybrałam.. Po pracy byłam tak zmęczona, że pod firmą na parkingu chwilę pogadałam z chłopakami, a jak wsiadłam do auta to nijak nie miałam siły wracać do domu.

Wróciłam dzisiaj o czasie, wcześniej niż wczoraj, więc zabrałam psa i poszliśmy się włóczyć po osiedlu. Jestem rozwalona kompletnie i totalnie zagubiona, więc to włóczenie było strasznie smutne. I takie jakieś bez sensu, celu i kierunku. Ja nie wiem co jest ze mną nie tak. Spotykałam się z dobrym, spokojnym, uczciwym i ciepłym gościem to nieeeeeeee, no kurwa nudno i musiałam go pogonić tylko po to, żeby po kilku tygodniach zakochać się w totalnym chuju. Nie nauczę się. No naprawdę nie nauczę się jak powinnam układać własne życie i sama je doskonale sabotuję. Powiedzieć, że to bolesne i rozczarowujące to nic nie powiedzieć. Niemniej jednak pochwalę się, że dzisiaj po powrocie do domu miałam bardzo dużą pokusę, aby nadużyć leków, żeby chociaż tak się znieczulić i uśpić, ale wygrałam sama ze sobą i wzięłam tylko tyle ile zapisała pani doktor.

Chyba z tego zmęczenia jestem tak zmarznięta, że totalnie mnie telepie. Liczyłam, że trochę dłużej po szpitalu wytrwam w zdrowiu, a tymczasem niespodzianka. Do końca tygodnia walę nadgodziny, bo jestem potrzebna przy szkoleniu nowego lidera, więc mam nadzieję, że dzisiaj sen przyjdzie na chociaż kilka godzin, bo aktualnie moje baterie są zupełnie wyczerpane. Chciałabym nie czuć i nie myśleć.

Do jutra.

Sort:  

Pewnie przez emocje. Wielu chłopaków, zwłaszcza bez doświadczenia, nie rozumie że trzeba mieć do kobiet odpowiednie podejście. Wam odbija, jak przez długi czas nie dostajecie różnych emocji. A największy chuj, jak to powiedziałaś, dostarcza ich dużo. Czasem bezpośrednio 'prosto w buzię".

Chyba w końcu znalazłaś odpowiednie miejsce dla siebie w pracy? A na pewno udało Ci się ogarnąć zadymiarę. Dobrze zrobiłaś biorąc babkę z HR. Moja Asia też miała ostatnio podobny, ale jednak różniący się problem i mówiłem jej, że musi go rozwiązać na spokojnie.

Może tak być, że to chodzi o emocje, ale czas się ogarnąć, bo albo osiwieje przed 40 albo się wykończę.

Chyba tak, bo naprawdę mega lubię swoją pracę. Trochę jeszcze nie mogę się odnaleźć po półrocznym L4, ale cieszę się, że już wróciłam do obowiązków zawodowych i mam dużo satysfakcji z ostatnich dni. Nie mówiąc już o tym, że praca odciąga mnie od myślenia o głupotach, które mi nie służą.

Moja mama by się chyba zlała ze śmiechu, gdyby żyła (jako młodzik byłem mega antyklerykalny, bo mnie baby zmuszały do kościoła), ale prawdą jest to, że w każdym człowieku coś nam się nie spodoba. Prędzej czy później, ale zawsze. Każdy musi to na swój sposób przełamać i pogodzić się z częścią straty siebie na rzecz zwiążku. Ale nie narzekam, to najlepsze 5 lat mojego życia.

To świetnie, że zaliczyłaś taki dobry początek! :)

Hej Paula. To moja 2 dotacja i nie wiem czy doszła (ktoś kiedyś z Polskiego hive narzekał na te formę dotacji). Możesz potwierdzić? Pzdr

O kurde, przepraszam Cię, ale kompletnie tego nie zauważyłam. Nie trzeba było, dziękuję Ci bardzo!

Nie ma za co :D. Muszę zbić rating, a wiem z Twoich postów, że na pewno nie zmarnujesz gotówki w przeciwieństwie do mnie.

Na pewno w razie czarnej godziny madrze to spozytkuje :)

Cieszę się :)