Powrót do actifitu, ma to do siebie, że codziennie trzeba coś napisać. Jeżeli nie chce się wchodzić w jakieś strumienie świadomości, osobiste wynurzenia czy też pisać w formie dwa zdania + zdjęcie, to można mieć kłopot.
Patrząc na inne, często bogate wpisy popadam aż w zażenowanie monotonią własnego życia.
Pokonuje codziennie z grubsza tę samą trasę. Spotykam tych samych ludzi. Odwiedzam te same miejsca. W zasadzie robię to samo.
W pełni mi to odpowiada, ale pisać specjalnie nie ma o czym. Przynajmniej na tym poziomie znajomości, który tu mamy między sobą / między wpisami.
Od samego poranka szukałem pomysłu na dzisiaj - zacząłem sobie nawet nucić lekko sparafrazowany Hey:
Obowiązek obowiązkiem jest...raport ... musi posiadać tekst...
Jako że cechuje mnie spontaniczność i życiowy romantyzm na poziomie worka ziemniaków - wymyśliłem sobie plan szalonej zmiany na dzisiaj: wziąłem inny autobus, wysiadłem na innym przystanku i do pracy dotarłem od drugiej strony lasu! Taki ze mnie dzik.
Okazało się - chyba nikt nie oczekiwał inaczej - że las jest do lasu z grubsza podobny od każdej strony.
Zrobiłem kilka zdjęć. W sumie mogłem nie robić. Wystawiłbym kilka starych i sam za jakiś czas nie zorientowałbym się w oszustwie. Z jednym wyjątkiem...
...otóż przez południową stronę lasu strumyk przebiega w miarę prosto (w pozostałych wije się niemiłosiernie) tworząc nawet spore podmokłe polany po obu swoich brzegach.
Taką też polaną wypadła mi dzisiaj droga. Iść musiałem trochę na czuja, ale bez obaw - ten"las" jest na tyle mały, że zgubić się w nim nie sposób. Jakbym nie poszedł tak w przeciągu 2-3 kwadransów musowo wyszedłbym na jakąś znaną mi ulicę.
Do pracy zdążyłem. Sarny żadnej, dzików brak. Taki to był "szalony dzień". I nawet mi się podobał.
This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io



