No i pierwsza wyprawa Królestwa Bez Kresu za nami. Na pierwszy ogień poszedł Tarnów Damaszek Europy, co raczej nie powinno nikogo dziwić biorąc pod uwagę silne lobby tarnowskie w KBK, dobre połączenia i stosunkowo niewielki dystans do pokonania. W wyjeździe wzięli udział: Kasia (@pocichu), Weronika (@raptusiewicz), Kamil (@szmulkberg), Lorenzo (@lpa), Marcin (@wierzbik) oraz Maciej, który dołączył na miejscu.
Wizytę rozpoczęliśmy od odwiedzenia kolonii kolejowej z początku XX wieku, która powoli umiera (dosłownie i w przenośni) i możliwe, że dla wielu była to ostatnia okazja, aby ją zobaczyć przed ostateczną zagładą z rąk deweloperów.
Z kolonii kolejowej udaliśmy się (miejskimi rowerami) do centrum miasta. Po drodze, jadąc ulicą Krakowską, zajrzeliśmy do Muzeum Etnograficznego, a w zasadzie na podwórko, gdzie stoją cygańskie wozy taborowe.
Kolejnym przystankiem był Plac Kazimierza Wielkiego, gdzie zostawiliśmy rowery i udaliśmy się przez Rynek na ulicę Wałową, gdzie uczestnicy wyprawy "podziwiali" wątpliwej urody szklano-betonowy kloc, w którym ma powstać Multimedialne Centrum Artystyczne.
Niestety wycieczka była zbyt krótka, więc całej Wałowej nie udało się zobaczyć. Przeszliśmy w stronę Placu Ofiar Katynia i Zakątka Króla Łokietka. Stąd udaliśmy się pod Katedrę...
A w zasadzie za Katedrę, gdzie znajduje się mój ulubiony zakątek tarnowski, czyli najstarsze kamienice w mieście, w tym Dom Mikołajowski z gryfem i pięknym portalem. W środku znajduje się Muzeum Diecezjalne, które szczerze polecam.
Spod Katedry udaliśmy się na Żydowską, na której jednak zaczęło kropić, więc zarządziłem ewakuację w kierunku Tramwaju. Pogoda jednak nas (a zwłaszcza mnie) oszukała, bo spodziewanej burzy nie było. Chmury wisiały nad miastem, ale podczas całej wycieczki nie potrzebowaliśmy w ogóle parasoli...
Przedwczesna ewakuacja poskutkowała tym, że zobaczyliśmy mniej Tarnowa, ale za to napiliśmy się najlepszej kawy. Oczywiście w Cafe Tramwaj.
Ostatnim przystankiem była wybudowana w 2010 roku za ponad milion złotych kosmiczna fontanna na skwerze ks. Jerzego Popiełuszki. Marcin ruszył wszystkie kule, które się dało. Było wiele radości.
Do Krakowa wróciliśmy opóźnionym (a jak!) pociągiem TLK "Roztocze" (Zamość - Bohumín), w składzie Českych dráh. Było wiele radości.
Wyprawę uważam za udaną, choć jest spory niedosyt. Są tacy, którzy uważają, że Tarnów można zwiedzić w godzinę lub trzy. Mylą się. Na to miasto trzeba całego dnia. Tylko wtedy można ogarnąć nie tylko ścisłe centrum, ale też Górę Św. Marcina i Park Strzelecki. Oczywiście na rowerach, bo bez nich to i dnia braknie. Cóż, trzeba będzie wrócić kiedyś w kabekowym składzie, w pewniejszą pogodę i bez presji oglądania meczu finałowego ME w KBK...
Chcemy jeszcze raz! Było świetnie, dzięki! :D
Tylko żeby zamiast bezglutenowych naleśników było glutenowe piwo
The rewards earned on this comment will go directly to the person sharing the post on Twitter as long as they are registered with @poshtoken. Sign up at https://hiveposh.com.
a czy szanowne towarzystwo KBK miałoby ochotę dołączyć do Klubu Włóczykijów w Bieszczadach (24-31.07)? Bez rowerów miejskich i tramwaju... za to duuuużo gór
Ochotę może i tak, gorzej z czasem. Jeśli o mnie chodzi to obecnie niestety tylko w niedzielę gdzieś mogę się ruszyć. A gdybym miał kilka dni wolnego, to w pierwszej kolejności do Lwowa, bo @foggymeadow suszy mi głowę w tym temacie od roku ;) Ale dzięki za zaproszenie!